Rozdział dedykuje najwspanialszej osobie na świecie...
Kocham Cię Paulina ♥
••••
Dziewczyna nadal była wstrząśnięta wiec postanowiłam zaprosić ją na kawę. Na początku nie chciała się zgodzić ale w końcu uległa. Poszłyśmy do pobliskiej kawiarni.
- Więc... mieszkasz gdzieś tutaj w okolicy? - zapytam.
- Tak. Niedawno się tutaj przeprowadziłam z Lodzi.
- Z Lodzi? wow! dlaczego?... jeśli nie chcesz to nie odpowiadaj.
- Ja... jestem trochę inna niż ty... Z tego powodu byłam pośmiewiskiem z szkole. - zaczęła opowiadać dziewczyna. - Zresztą nie tylko w szkole... Kiedy szłam ulica ludzie wytykali mnie palcami chociaż wgl mnie nie znali.Rodzice kiedy dowiedzieli sie jaka jestem to wyrzucili mnie z domu.. Nie mogłam tam zostać. Chciałam się zabic ale stwierdziłam ze i tak tym nic nie zdziałam a zycie prędzej czy później pewnie mi sie ułozy. Wybrałam Kraków... nie wiem dlaczego. Od zawsze lubiłam to miasto. Przyjechałam i pokochałam Kraków. Znalazłam prace jako fotograf i tak sobie tutaj zyje.
- trochę inna niz ja? nie rozumiem...
- ja jestem... jestem lesbijka... i wlasnie wyznałam to obcej dziewczynie...
- no tego to sie nie spodziewałam.. - odparłam zdziwiona.
- nie zdziwię sie jesli uciekniesz...
- Nie mam zamiaru uciekać. Jestes taka jestes i mi to nie przeszkadza. Jestes normalną dziewczyną. - uśmiechnęłam sie szeroko. Wiktoria odwzajemniła uśmiech. Siedziałyśmy w kawiarni i rozmawiałyśmy o kompletnie o wszystkim. Jeszcze nigdy z nikim tak dobrze sie nie dogadywałam... W końcu czułam ze ktos mnie rozumie. To bylo wspaniałe uczucie. Dowiedziałam sie ze moja nowa znajoma nie ma tutaj nikogo. Pracowała całymi dniami i nie miała czasu na nic. Szczerze mówiąc zazdrościłam jej tego. Przynajmniej nie myslala o tym co ja spotkało. Dowiedziałam sie tez ze jest starsza ode mnie o 3 lata... byłam zdziwiona bo wcale na to nie wyglądała. Miała brązowe włosy do ramion i również brązowe oczy. Byla ode mnie niższa. Była atrakcyjna. Na pewno miała powodzenie... Nie to co ja... Gruba blondynka z zielonymi oczami... Nawet kijem bym siebie nie dotknęła... Pewnie dlatego tez byłam wyzywana.
Z Wiktorią świetnie mi sie rozmawiało ale kiedy na zegarku zobaczyłam 23:12 przeraziłam się... Rodzice mnie zabiją.
- Słuchaj ja juz musze isc... - zaczelam - Jest późno...
- ok rozumiem. a moze dała bys mi swoj numer telefonu? spotkałybyśmy sie jeszcze kiedyś na kawie.
- jasne. - podałam jej moj numer telefonu i pospiesznie ruszyłam w strone domu.
Droga zajeła mi ponad 20 minut. Weszłam do domu i sie zdziwiłam. Na kanapie w salonie siedzieli moi rodzice. Nie spali.
- Gdzieś była? - odezwał sie ojciec.
- Chodziłam po miescie i sie zgubiłam... - zaczęłam sie tłumaczyć. Na co ojciec wstał i podszedł do mnie.
- Nie kłam! - pociągnął mnie z całej siły za włosy.. - dobrze wiem jak dobrze znasz to miasto!
- nie kłamie... naprawdę sie zgubiłam. - powiedzialam na co ojciec ponownie pociągnąl mnie za włosy.
- szmata! - krzyknął i oderzył mnie z całej siły w policzek. - a teraz do lozka spac!
Ze lzami w oczach pobiegłam do swojego pokoju i tam zaczęłam płakać. a najgorsze było to ze moja matka nic nie zrobiła... ale juz sie do tego przyzwyczaiłam.